Strony

niedziela, 13 kwietnia 2014

00 2/2



Minęły już cztery lata,odkąd Jade i Luke pierwszy raz spotkali się na żywo.Przez pierwsze dwa tygodnie byli szczęśliwi,jak jeszcze nigdy dotąd.Niestety,życie nigdy nie jest takie jakbyśmy chcieli.Zdarzył się wypadek..

                                                          


Jade przechodziła przez ulicę,gdy na światłach pojawił się kolor zielony.Miała właśnie iść do sklepu,po składniki potrzebne do zrobienia śniadania.Z jej prawej strony jechał samochód,którego kierowca prawdo podobnie był na faszerowany wieloma proszkami,ponieważ na jego liczniku było calusieńkie 200 kilometrów na godzinę.Pech chciał że kierowca nawet nie zaczął trąbić,a dziewczyna przez tłoczną ulicę przechodziła sama.Rozpędzony pojazd wjechał w jej drobne ciało...




Na szczęście nic poważnego się nie stało,jedynie wszystkie wspomnienia,nawet te najdrobniejsze poszły w zapomnienie.Gdy Luke zaczął się martwić,wyszedł z domu podążając w stronę sklepu,w którym miała znajdować się jego przyjaciółka.Zobaczył blokadę na ulicy.Pełno policji,karetkę oraz pełno ludzi ustawionych przed żółtą taśmą.Podszedł,jak zaczął spodziewać się najgorszego.Niestety,to okazało się prawdą.W tamtym dniu cały jego świat się zawalił.W szpitalu dowiedział się,że Jade całkowicie straciła pamięć.Pomyślał w tamtej chwili,żeby nie pojawiać się na nowo w jej życiu.Przeżyła tyle cierpień..Wypadek Ojca,tragiczna śmierć matki oraz jej młodszej siostry.Tylko On wiedział to wszystko.W tym czasie,gdy dziewczyna leżała w szpitalu,postanowił najgorszą rzecz,jaką kiedykolwiek mógł zrobić.Wyprowadził się z kraju.Nie chciał wracać do jej życia,a to wszystko ze względu na Nią.Niesamowite jest to,jak bardzo był w stanie się poświęcić.Chciał być twardy.Cóż,nie wychodziło mu to.Przez pierwszy rok było najgorzej.Potem znalazł przyjaciół,ale i tak ciągle o niej myślał, po prostu nie potrafił zapomnieć sobie tego widoku.Jej bezwładne ciało zostało wprowadzone do pojazdu na noszach.Cała jej twarz była podrapana.Pełno krwi.Rozwalony samochód.Rzadko,bardzo rzadko zdażają się dni w których nie myśli o tym dniu.Najbardziej zastanawia go,co robi w danej chwili.Gdzie się znajduję.Co się z nią dzieje.Najbardziej w świecie chciałby zobaczyć jej uśmiechniętą,jak w dniu gdy spotkali się pierwszy raz twarz.Była taka szczęśliwa.On również.Teraz, Ona nawet nie wie że istnieje ktoś taki jak Luke Hemmings.Jest jednak mała nadzieja,na to że odzyska fragmenty pamięci..       

sobota, 12 kwietnia 2014

00 1/2

                                                         | pare lat wcześniej |

21 czerwca

Pierwszy dzień lata,najdłuższy dzień w roku.Zawsze tego dnia byłam najszczęśliwsza,ale dzisiaj szczególnie.Wybiegając z domu,w pośpiechu udało mi się założyć buty i na szczęście na czas dobiegłam na peron.To dziś był ten dzień.Wreszcie się zobaczymy,od paru-nastu miesięcy.Oboje czekaliśmy na to od bardzo długiego czasu.Weszłam do wagonu,usadawiając się na pierwszym-lepszym siedzeniu i kładąc moją walizkę między nogi.Pośpiesznie wyjęłam telefon z kieszeni i jak na zawołanie dostałam wiadomość.

    | - jedziesz już? |

Szybko wystukałam odpowiedź,a na moich ustach mojawił się gigantyczny uśmiech.Już nie mogłam się doczekać!Planowaliśmy ten dzień od paru miesięcy.
-Przepraszam,ale czy mogę się dosiąść?-Usłyszałam głos obok siebie
Popatrzyłam na osobę stojącą obok i uśmiechnęłam się przyjaźnie.
-Tak,proszę.
Była to starsza pani,która właśnie siadała naprzeciwko mnie.
-A więc,gdzie wyjeżdżasz dziecino?-Spytała kładąc niewielką torebkę obok siebie
-Do Sydney.
-Ohh,to świetnie!-Zaśmiała się
-A pani?
Spojrzała na mnie pytającym wzrokiem.
-Gdzie pani jedzie.-Założyłam nerwowo kosmyk włosów za ucho
-Ahh,no tak!Jadę zobaczyć się z moimi wnukami.Bardzo dawno ich nie widziałam i trochę się stęskniłam.
Pokiwałam tylko głową w geście zrozumienia,a w tym samym momencie telefon leżący na małym stoliczku wydał z siebie dźwięk sms'a.Wzięłam go w dłonie,odblokowując ekran.
-Chłopak napisał?
Moje powieki momentalnie szeroko się otworzyły i ze zdumieniem popatrzyłam na starszą kobiętę,śmiejącą się w moją stronę.
-Nie,to tylko kolega.
-Dobra,niech ci będzie dziecino.-Uśmiechnęła się odwracając głowę w stronę okna

    | - Moi rodzice już pojechali.Nie mogę się doczekać! |

Parę sekund później odpisałam.
   
    | Tak,ja też! :) Ledwo co w fotelu siedzę,a tu jeszcze 3 godziny drogi.. |

Usłyszałam jak drzwi od wagonu otwierając się i zaraz po tym zamykają,to świadczyło tylko o przybyciu konduktora.Podałam mu bilet,paszport i gdy dostałam wszystko z powrotem,do uszu włożyłam słuchawki włączając pierwszą playlistę,jaką miałam.

Sama nie wiem ile spałam,ale gdy zauważyłam że starsza pani właśnie wstała i zaczęła otwierać drzwi,ale nie przeszła przez nie,tylko spojrzała na mnie.
-Pamiętaj,jeżeli będziesz miała kiedyś płakać przez tego młodzieńca do którego jedziesz to pomyśl sobie,że nie warto..Życzę udanej podróży i do zobaczenia.-Z kamiennym wyrazem twarzy popatrzyła mi w oczy,po czym westchnęła i wyszła z pociągu.
Dobra,to było z lekka dziwne.Gdy kierowca pojazdu zamykał drzwi,chciałam ostatni raz zobaczyć na kobiętę,lecz nie zauważyłam jej z żadnej strony.Rozglądałam się po chodniku,budynku przede mną i nic.Znikła!Tak poprostu.Teraz przypomniałam sobie,że gdy konduktor sprawdzał bilety,nawet nie popatrzył na staruszkę.
-Nie myśl teraz o tym!-Szepnęłam do siebie,potrząsając lekko głową
Gdy pociąg odjeżdżał ze stacji,zauważyłam tabliczkę oznaczoną wielkimi literami :
        Sydney.
Oznaczało to tylko,że jestem już prawie na miejscu.Pośpiesznie chowałam wszystkie swoje rzeczy do torebki,wystukując jedną ręką wiadomość.

    | Zaraz wysiadam..Jesteś już? :) |

To dziwne,bo od 10 minut nie dostałam odpowiedzi.Może jedzie samochodem i nie da rady napisać?Albo zapomniał?Nie,to nie wchodzi w grę.Trudno,zaraz się okażę.Moje nogi zaczęły się trząść, a ręce pocić.Chwyciłam mocniej walizkę w rękę,założyłam torbę na ramię i wstałam.Otworzyłam drzwiczki dzielące każdy wagon,podążając do wyjścia.Pociąg zatrzymał się.Drzwi stanęły otworem przede mną.Postawiłam jedną stopę na schodku i kolejną..Aż znalazłam się na betonie.Dookoła mnie było pełno ludzi.Jedni się żegnali,drudzy witali wylewając potoki łez,a ja stałam tam sama jak palec rozglądając się.Nie ma go.Postanowiłam iść do toalety.Zjechałam windą na sam dół,gdzie znajdowała się galeria i miałam już ruszać w stronę łazienek,gdy zauważyłam jego twarz w oddali.On również spojrzał na mnie,uśmiechając się szeroko.Dość szybkim krokiem podążał w moją stronę,ale ja już nie mogłam wytrzymać.Walizkę zostawiłam z tyłu biegnąc w jego stronę..Gdy byliśmy już zbyt blisko siebie wpadliśmy sobie w ramiona.Moje oczy zaszły łzami,ale szybko przymknęłam powieki.Osoba,która mnie przytulała była moją jedyną ważną osobą w życiu.Po paru minutach stania w miejscu i przytulając się do siebie,z wieloma parami oczu wpatrującymi się w nas wreszcie odsunęliśmy się od siebie.Na żywo był jeszcze przystojniejszy i dużo wyższy niż mi się zdawało.W końcu sięgałam mu do ramion.Moje usta automatycznie zmieniły się w kształt banana a oczy powędrowały w stronę jego tęczówek.







-Cześć..-Szepnął-Przepraszam,że się spóźniłem,ale moi rodzice...
-Cicho bądź!Nie psuj tej chwili!-Przerwałam mu
-A tak w ogóle to mam na imię Jade..-Zaśmialiśmy się oboje
-A ja nazywam się Luke
-Miło mi cię poznać!-Powiedzieliśmy w tym samym momencie
-Umm przepraszam..Twoja walizka-Odezwał się cienki głosik
Popatrzyłam w dół i zobaczyłam śliczną,małą dziewczynkę,z rozpuszczonymi,brązowymi,kręconymi włosami,w które przypiętą miała wielką białą kokardę.
Uśmiechnęła się ukazując rządek bialutkich jak perełki zębów.
-Ohh,dziękuję ci..
-Nie ma splawy-Odeszła podskakując zabawnie i uciekła z mojego pola widzenia,gdy jakiś facet (prawdopodobnie jej tata) wziął ją na ręce.
I w tej chwili przypomniał mi się mój ojciec..